6 sposóbów na pokonanie syndromu Zosi Samosi i zaproszenie Kobiecości do Twojego życia.
June 8, 2017
Dlaczego jednym się udaje a innym nie ? 4 powody
July 24, 2017
Show all

Pól roku czekałam na własciwą książkę o Hygge.

Na pewno słyszałaś o bardzo modnym ostatnio Hyggeduńskim podejściu do życia.

Podejściu, które podobno zaprasza szczęście.

Osobiście ponad pół roku szukałam odpowiedniej książki o Hygge, ale większość pozycji dostępnych na rynku jednak mnie odpychała. Dlaczego? Ponieważ bił od nich przekaz ciut o stylu życia, ale bardziej o dodatkach, stylu mieszkania czy jedzeniu. A ja szukałam czegoś co sięga głębiej.

Czegoś co sięga do Hygge jako sposobu bycia, duszy samego Hygge.

I w końcu znalazłam taką pozycję.

Książka ta odpowiada na moje pytania, a nawet więcej…pozwala mi usłyszeć prawdę, która we mnie była, ale potrzebowała potwierdzenia.

Ta książka dotyka mojej kobiecej duszy, karmi słowami, dotyka moich zmysłów i  mało tego, zaprasza zrelaksowanie w moim ciele.

Poniżej dzielę się z Tobą głównym przekazem książki, który mnie dotknął. W mojej własnej interpretacji hygge.  Niech to będzie swego rodzaju przypomnienie dla Ciebie….przypomnienie tego, co w głębi Twojej duszy i tak już wiesz.

 

W moim odbiorze Duńczycy to bardzo mądrzy ludzie. Widzą moc prostoty, pielęgnują ją, przekazują dalej. I w ten sposób żyją szczęśliwi, spokojni i połączeni.

Podziwiam ich za to, bo w świecie, który pędzi, pielęgnować prostotę mogą tylko ludzie, którzy mają bardzo dobry kontakt z samym sobą. Bez potrzeby wchodzenia w to, czym kusi świat.

Ale do rzeczy….

Co najbardziej mnie dotknęło…a właściwie pokazało mi to, do czego sama instynktownie dążę w swoim życiu to:

1.     Obecność – przeżywanie tego, co jest.

Wyobraź sobie, że podczas spotkania, koncertu, spaceru jest ci tak dobrze, że nie potrzebujesz tego „zapisywać’’ poprzez np. zdjęcie. Jesteś na tyle obecna i radosna w doświadczaniu tego co tu i teraz, że chłoniesz to całą sobą….a twoja głowa nie ma nawet czasu pomyśleć o nagrywaniu lub pisaniu o tym na Facebooku. Facebook jest TAM…a ty jesteś tu i teraz. Wróćmy do tego, choć trochę. Nie nagrywajmy koncertów na telefonie, ale zapisujmy je w swoim ciele, w odczuwaniu emocji jakie ta muzyka nam daje. Zanurkujmy w doznania i doświadczanie tu i teraz.

2.     Bliskość- fizyczna i emocjonalna.

W czasach, gdy wybieramy kontakt przez internet, Messenger lub whatsapp, doceńmy to, że nasza dusza, nasze ciało, nasz umysł potrzebują bliskości. Takie prostej, jak dotyk, jak trzymanie za rękę, jak przytulenie. Nasze ciało, umysł i dusza potrzebują doświadczenia emocji przy kimś i byciu „przytrzymanym w tym procesie”. Tak trudno pozwolić sobie na otwartość i wrażliwość przy innych. A nasze wewnętrzne istnienie tego potrzebuje. Rozmawiajmy o emocjach, o tym jak naprawdę się czujemy, spędzajmy czas świadomie, patrzmy w oczy, dotykajmy się. To jest doświadczanie życia.

3.     Więzi.

Człowiek potrzebuje przynależeć, jesteśmy istotami, które wzrastają i doświadczają siebie poprzez relacje z innymi. Często zapominamy o gniazdach z których się wywodzimy, bo mamy w sobie złość lub żal. A gniazdo nas też zasila, daje nam korzenie. Bardzo podobało mi się w książce zaproszenie do spędzania czasu z naszymi bliskimi w domach, zasunięciu zasłon, po to, by odseparować się od świata zewnętrznego i chronić to, co w domu. Piękny koncept.

Warto pomyśleć o tym, jak się mają nasze więzi, pielęgnować je, odżywiać. Życie przemija, ludzie odchodzą, a to co nam potem zostaje to wspomnienie pięknych chwil.

„ Nie pamiętamy dni, pamiętamy chwile” Cesare Pavese

hyggee

4.     Ciepło.

Piękne przypomnienie tego słowa, ciepła atmosfera, ciepłe spojrzenie, ciepło w naszym domu. Takie zaproszenie do tego być  „cosy”. Rozpalić kominek, zapalić świecę, usiąść przy ognisku. Czasem mamy mieszkania, które wyglądają jak z katalogu, a nie ma w nich tego czegoś, tego ducha rodziny, tego ciepła, które właśnie wytwarza się poprzez uważne, szczęśliwe bycie w tym miejscu, poprzez wieczorne spotkania przy świecach i winie. Na samą myśl moja dusza się raduje, a umysł przywołuje mnóstwo takich chwil, które już się wydarzyły i wręcz woła o więcej.

5.     Zmysłowość.

To także była wspaniała przypominajka. Tyle wkoncu wokół momentów, które napełnione są zmysłowością, zapach świeżo parzonej kawy, bazyli na kuchennym parapecie, dotyk tej lnianej koszuli na naszej skórze, konsystencja olejku, którym możemy starannie się nasmarować. To są momenty, w których nasze zmysły odżywają, a my często pędzimy i nawet nie pozwolimy im na pobudkę. Ale to oczywiście nie zaczyna się od kupienia wspaniałej lnianej koszuli, jeśli nie będziemy umiały się zatrzymać i jej docenić. Nawet najbardziej hygge dom, który wygląda jak wprost z przestylizowanego Instagrama, nie będzie Hygge dopóki, hygge nie zacznie się w nas. A hygge to nic innego jak zwolnienie. By widzieć, słyszeć, czuć.

6.     Dźwięki i Cisza.

I znowu głośno myślę sobie: tak, tak, tak ! Zawsze lubiłam ciszę, to taki specyficzny dźwięk. To przestrzeń, w której teoretycznie nic nie ma, a w końcu usłyszeć można wszystko. Nasza intuicja właśnie wtedy szepcze, nasze serce właśnie wtedy czuje poruszenie, nasze pragnienie wtedy delikatnie wychodzą na powierzchnie. Często boimy się ciszy i tego co w niej możemy doświadczyć, żyjemy w otoczeniu samych sztucznych  dźwięków, radia, telewizji, powiadomień z telefonu, które mogą wytrącić nas z najbardziej kontemplacyjnego momentu.

A potem się dziwić, że jak przypadkiem obudzimy się za wcześnie i usłyszymy zamiast alarmu ćwierkanie ptaków, robi się nam ciepło na duszy. Bo to właśnie te dźwięki…natury, dotykają nas głęboko.

 

Kto chce więcej polecam książkę : Księga Hygge” – Louisa Thompson Brits.

Ja na pewno nie wypuszczę tej pozycji, ale będę trzymać blisko. By przypominała mi o tym co ważne i piękne, gdy tylko przypadkowo znów zacznę pędzić.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *